-tam dokładna relacja fotograficzna z wojaży :) Zosia próbowała też wspiąć się na Snowdon-1085 m npm- niestety próba na razie zakończyła się bez całkowitego sukcesu.Dotarliśmy całą czwórką na wysokość mniej więcej 2/3 i zawróciliśmy z powodu zmęczenia i narastającego oporu ze strony najmniejszego członka wycieczki. Tym razem szczyt zdobyli tylko Groszkotata i ciocia Karola....jednak nie mówimy "jeszcze za wcześnie..." i pewnie niedługo znowu spróbujemy razem z Zosią dojśc na sam wierzchołek.
Później już było tylko słońce,woda i opalanie!!!No i jeszcze piknikowanie- czyli to,co tygrysy lubią najbardziej !!! Super zabawą w wykonaniu cioci i Kluski okazała się zabawa w naleśnika...jeżeli ktoś nie wie jak się bawić w naleśnika to już podaję przepis: należ y dziecia owinąć ciasno w kawałek chusty, szala, koca lub innej długiej szmaty tak jak w kokon a następnie położyć na ziemi i zwijać-toczyć po podłożu...w naszej wersji najlepiej sprawdzają się łagodne zbocza łąki na Great Orme...Zosia była wniebowzięta !!!!






Ciocia poleciała już do domu,a my z niecierpliwością czekamy kiedy nas ponownie odwiedzi :) Tym razem ciocia leciała w towarzystwie....pamiętacie naszą sąsiadkę Hildę z Chester...?...mamy nadzieję, że tak bo to właśnie ona towarzyszyła Karolinie w podróży do Gdańska.Hilda poleciała spotkać się z Zosiowymi Dziadkami i zobaczyć jak pięknym krajem jest nasza Ojczyzna.Mamy nadzieję,że jej się spodoba i będzie miała szansę poćwiczyć rozmowy w języku polskim, którego od kilku miesięcy się uczy.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz