a było tak:
w związku z przenosinami do nowego domu nie mieliśmy dostępu do internetu i zabrakło kilku istotnych wpisów w naszym Groszkoforowym wirtualnym pamiętniku,miesiąc to baaaaaaaaaaardzo długi okres i trudno byłoby teraz nadrabiać zaległości dzień pod dniu,więc postanowiłam w telegraficznym skrócie donieść co u ans się przez ten czas działo :)
Po pierwsze przeprowadzka odbyła się bez kłopotów,czego główną zasługa jest nieoceniona pomoc w całej operacji Babci Hani,która dzielnie zajmowała się Kluseczką podczas pakowania i przenoszenia wszystkich naszych klamotów(oj nazbierało się tego już całkiem sporo).Od pierwszego lutego jesteśmy już mieszkańcami malowniczego zakątka Walii a mianowicie wyspy Anglesey.Zosia przyjazd do nowego domku przespała i nawet nie miała okazji zorientować się,że już jest gdzie indziej niż dotychczas,efektem czego obudziła się około drugiej nad ranem i mimo naszych usilnych próśb i starań za żadne skarby nie chciała iść ponownie spać.W pewnym momencie-a było to tuż przed trzecią-Zosiak nasz zaczęła tańczyć i śpiewać stojąc na środku korytarza "la la la ,tańcęęę"...cóż było robić...Groszkomama wybuchnęła śmiechem,Groszkotata stwierdził,że Zosia pewnie uspokoi się dopiero wtedy,gdy on będzie musiał wstawać do pracy,a Babcia Hania po przebudzeniu przez wnuczkę zasnęła spokojnie ponownie.Zosiak rzeczywiście usnęła dopiero przed szósta rano....
nie ma to jak pierwsza noc na nowym miejscu...ponoć trzeba pamiętać o czym się śniło????........nam się nie udało :)
Po wtóre w zasadzie raz w tygodniu jesteśmy ponownie w Chester,bo tam zostały Zosiakowe (i Groszkomamowe też) kumpelki i jeśli tylko dajemy radę to spotykamy się na zabawach i pogaduszkach :)Odwiedzamy też regularnie naszą byłą sąsiadkę Hildę bo strasznie za nami tęskni a my za nią również...no i oczywiście za Ambrożym Kotem :)
Po trzecie miejsce,w którym nam teraz przyszło mieszkać jest pięknie położone.W odległości 10 minut jazdy samochodem mamy plaże,Morze Irlandzkie,góry....żyć nie umierać.Samo Llangefni ma około 5 tysięcy mieszkańców...czyli można by rzec,że trafiliśmy na prowincję ;)z czego jesteśmy zadowoleni!Na samej wyspie ponoć jest mniej więcej 60 tysięcy ludzi i 600 tysięcy owiec :D Ciekawostką jest też,że w tym rejonie głównym językiem jest walijski i choć po angielsku każdy tutaj rozumie i nie ma kłopotu z dogadaniem się to jednak króluje walijski i do tej pory jeszcze nie mogę się z tym oswoić,że nie rozumiem ani słowa w tym języku.Czas zacząć naukę od jesieni :)Pewnikiem Zosia będzie pierwszym Groszkoforem, który się będzie posługiwał tym językiem :)
Po czwarte Babcia Hania po dość długim pobycie u nas wróciła już do Dziadka Kuby i swojego domu.Miło było ją gościć :)Babcia nie miała lekko z wnuczką a na pewno nie można powiedzieć,że odpoczywała będąc u nas,bo Zosia co chwila wołała "babo chodź","babo tańcz","babo pleja"...i tak w kółko i na okrągło...a Babcia jak przystało na dobrą babcię co chwila coś nowego dla wnusi wymyślała-a to malowanie farbami,a to znowu lepienie zwierzątek,a nawet obrysowywanie Zosiaka :)
Po woli zaczynamy eksplorować nowe miejsca.Jak na razie byłyśmy z Robaczkiem i Babcią na północy wyspy na pięknej plaży Church Bay-jeszcze tam wrócimy z Groszkotatą.Zośka miała okazje wypróbować swoje kalosze w morskiej wodzie :)
................ale się napisałam dzisiaj..........................
kończę już bo Zosia jest wybitnie nie w nastroju do spania i od jakiejś pół godziny ma napad szału i ryku okropnego dwulatka...................nie zawsze można widać mieć grzeczne dziecko niestety........
27 lutego 2009
25 lutego 2009
DONOS NR 2
Uprzejmie informujemy i donosimy z wielka radością o tym,że Zosia doczekała się kuzyna!!!
Dzisiaj rano zdecydował się na wyjście z maminego brzuchola kuzyn Franciszek Fronczek
Witaj Franku po tej stronie brzucha! Życzymy Całej Rodzince F. samych radosnych dni i szczęścia,a Frankowi żeby rósł na wzór Wuja Stacha :)
a oto i ON Franciszek we własnej osobie :)
(fotka od Cioci Ani i Wujka Adasia)
Dzisiaj rano zdecydował się na wyjście z maminego brzuchola kuzyn Franciszek Fronczek
Witaj Franku po tej stronie brzucha! Życzymy Całej Rodzince F. samych radosnych dni i szczęścia,a Frankowi żeby rósł na wzór Wuja Stacha :)
a oto i ON Franciszek we własnej osobie :)
(fotka od Cioci Ani i Wujka Adasia)
24 lutego 2009
reaktywacja !!!!!!!!
NARESZCIE!!!!!!!!!!!! Udało się i znowu mamy kontakt ze światem zewnętrznym poprzez małe srebrno-czarne prostokątne pudełko zwane laptukiem i jego "koneksje" ze wszech obecna siecią internetową!!!! Hip hip hurrrrrrrraaaaaaaa!!!!
Na dzień dobry po odkryciu możliwości serfowania po niezmierzonych łączach kluseczka zażądała kategorycznie puszczenia kilku filmików z youtube:"aż pić się chce";"hitototan";"tatatata"(hakuna matata).......no i co innego było robić jak nie puścić dziecku wyżej wymienionych :)
Jesteśmy już na nowym miejscu i w ciągu kilku najbliższych dni postaram się zaległości około przeprowadzkowe w pisaniu nadrobić.
Tymczasem "na dobranoc,dobry wieczór,miś pluszowy...." i ja mówimy/piszemy dobrej nocy....niech Wam się motylki i aniołki przyśnią...a chociażby takie jak ten........
Na dzień dobry po odkryciu możliwości serfowania po niezmierzonych łączach kluseczka zażądała kategorycznie puszczenia kilku filmików z youtube:"aż pić się chce";"hitototan";"tatatata"(hakuna matata).......no i co innego było robić jak nie puścić dziecku wyżej wymienionych :)
Jesteśmy już na nowym miejscu i w ciągu kilku najbliższych dni postaram się zaległości około przeprowadzkowe w pisaniu nadrobić.
Tymczasem "na dobranoc,dobry wieczór,miś pluszowy...." i ja mówimy/piszemy dobrej nocy....niech Wam się motylki i aniołki przyśnią...a chociażby takie jak ten........
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)
