na Warmii lato w pełni.Tym razem my z wizytą,a Tygryniu z wizytacja u Cioci Eleonory na działce.Starsza część Rodziny zasiadłszy pod drzewem i parasolem obserwowała co porabia Zosia....
przyznam szczerze,że po interwencji Zosiakowej na działce Ciocia może spodziewać się wyrastających w bardzo niespodziewanych miejscach różnych warzyw,które niedawno zasiała na grządkach-Kluseczka za przyzwoleniem właścicielki działki poprzesadzała nasionka winne bardziej jej odpowiadające lokalizacje.Na zakończenie naszej wizyty straty wyglądały następująco:pułapki na krety i szpaki rozmontowane,nasiona poprzesadzane,kluska prze szczęśliwa i czarna jak murzynek Babmo,zjedzone poziomki,kilka papierówek i kilka misek rozlanej wody na trawie.Niezbyt wygórowana cena obraz radosnego do granic dziecka :)
p.s.fotki załączę później
31 lipca 2008
Dziadkowie Z. i poszerzanie słownika
kochamy wakacje!!!!po Gdańsku przyszedł czas na odwiedziny u drugich Dziadków-Danusi i Zbyszka oraz Cioci Bożeny (tej od Łosia na biegunach :)).Jeszcze dobrze nie wysiedliśmy z pociągu jak już Kluseczka wołała "baba".U Dziadków fajnie,jest nie musimy chyba za mocno tego tematu rozwijać :)Ci co Dziadków posiadają doskonale o tym wiedzą.Zosia w czasie pobytu w Polsce poszerza swój słownik.Aktualnie często używane są słowa:baba,dziadzia(naumiane w czasie urlopu),lulu(Zula-pies),plapla(Klapka-też pies),anioł,plapla oooooooć(klapka chodż),mniam mniam(tego tłumaczyć nie trzeba),amen,auu(auto),gdzie,nie ma i wszech królujące "NIE"....reszty wyrazów nie pamiętam w tej chwili,jak sobie przypomnę to dopiszę :)
dopisuję:balale(bańki mydlane),jedź,i już umie powiedzieć chodź
29 lipca 2008
28 lipca 2008
27 lipca 2008
Cyckowe weselicho :P
po przejściach mniej lub bardziej dramatycznych zdążyliśmy na ceremonię zaślubin(no prawie na samą ceremonię) szanownych PAŃSTWA KROWICH CYCKÓW czyli Pauliny vel Zochy vel Żdzichu i jej wybranka Łukasza vel Krowiego Cycka :P
jak było????
PIKNIE I JESZCZE RAZ PIKNIE!!!!!!
Kochani Nasi Młodzi Małżonkowie jeszcze raz życzymy Wam....tego wszystkiego,czego będzie Wam tylko potrzeba :)
Sto Lat Młodej Parze !!!!
25 lipca 2008
wakacje!!!!!!!!!
24 lipca 2008
w drogę!!!!
uprzejmie donosimy ,że od jutra a nawet od dzisiaj mamy wakacje i nie będziemy za często przy komputerze:)
a na otarcie łez dla naszych wiernych czytelników Zosiak-podróżny....księżniczka na stosie walizek,albo raczej jak to było w Kultowej piosence....na głowie włosów szał,w ręku Tulak,pod nią waliz stos przed nami....witaj Polsko! :D
21 lipca 2008
wracając z Caernarfon...
20 lipca 2008
Caernarfon
oj nie możemy na miejscu usiedzieć w weekendy :)
tym razem obraliśmy kierunek na zachód,do Caernarfon.Maleńkie portowe miasteczko na samym krańcu Walii z górującym nad nim zamkiem.Forteca znajduje się nad rzeką Seiont i Menai Strait,pochodzi z XIII wieku,jest świetnie zachowana,na przykład widoczne są nietknięte zębem czasu strzelnice dla łuków szybkostrzelnych (ponoć jedyne na świecie!).
Tu przyszedł na świat pierworodny syn Edwarda I, dlatego też zwyczajem przestrzeganym do dnia dzisiejszego jest, aby pierworodny syn każdego brytyjskiego monarchy właśnie tu na tym zamku obwołany został księciem Walii. Ta tradycja jest ciągle żywa, stąd zamek był miejscem inwestytury księcia Karola w 1969 roku.
p.s.na wycieczce były z nami Ogryzki Trzy czyli:Ola,Łukasz i Ania S. :D
17 lipca 2008
troszkę spóżniona relacja z wypadu w Lake District
małe co-nie-co z widokiem na dalszy etap podróży
Zosia,kierownik wycieczki objaśnia trasę :)
herdwick z bardzo bliska
lenistwo i depresja związane z pogodą są sprawcami tak dużego opóźnienia w pisaniu postów....
udało mi się zmotywować do pracy i piszę ;)
w zeszłą sobotę zabraliśmy Babę Jagę Hanię na wycieczkę turystyczno-krajoznawczą w angielską krainę jezior.Lubimy tam jeździć i nawet przeszło dwie godziny spędzone w aucie żeby tam dotrzeć nie dłużą się nam.Mieliśmy o dziwo całkiem słoneczną pogodę(zza chmur oczywiście!nie mogło ich przecież na niebie zabraknąć),zapakowaliśmy nasz jak się później okazało bardzo terenowy samochód i ruszyliśmy na północ w miejsce,gdzie czujemy się świetnie :)Celem wycieczki było co prawda zwiedzenie Windermere i dalej szlakiem Beatrix Potter,tylko plany to coś,co u nas zmienia się szybciej niż pogoda na Wyspie,więc po spacerze w Windermere obraliśmy kierunek na północny-wschód i ....jechaliśmy przez góry,przełęcze i czasami baaaaaaaardzo wąskie górskie dróżki.Drogi w Alpach to przy naszej trasie szeroka jezdnia :)Groszkomama była szczęśliwa,że to Groszkotata za kierownicą akurat siedział i wszystkie te czasami zapierające dech manewry wyczyniał,a nie ona.Wyprawa miała też charakter dydaktyczny-Baba Jaga dowiedziała się w końcu jak wyglądają nasze ulubione owce-herdwick :)
W drodze powrotnej było bardzo wesoło,ogólnie głupawka na całego i biedna Babcia musiała non stop Kluseczkę zabawiać-szlagierem stały się przeboje typu:"panie Janie","kosi łapki" i oczywiście "ważyła sroczka.."PODZIWIAMY KONDYCJę BABCI! zabawiać Kluseczkę przez prawie trzy(!)godziny z rzędu ...nie każdy dałby radę!
Nie muszę chyba dodawać,że kierowniczka wycieczki Zosia była na medal i już nie możemy się doczekać,kiedy będziemy mogli z nią pieszo te tereny przemierzać.Teraz jeszcze nóżki są za małe a Groszkorodzicom kondycji chyba brak,żeby ją na plecach ciągle nosić.
11 lipca 2008
angielskie lato...czyli w czasie deszczu dzieci się nie nudzą
powiedzenia o angielskiej pogodzie są powszechnie znane i niestety lato tego roku jest dokładnie takie jak te powiedzenia-MOKRE!!!! Wczoraj co prawda świeciło trochę słońce,ale nie obyło się bez deszczu :(
Kluseczka załapała się na jakiś katar z promocji i dzisiejszy dzień bardzo deszczowy spędzamy w domu próbując ze wszystkich sił nie zasnąć!
Zosia jest gotowa na każdą sytuację i właśnie dorwała się do nowych groszkotatowych kaloszy :) ale zabawa!!! można się w nich wybrać na ryby lub inne raki i jest szansa,że się nie utopi...jedyny mankament kaloszy-są rozmiaru 41-"ciut" przyduże dla Tygrysia naszego.
10 lipca 2008
chociaż dzisiaj nie sobota,to na pewno dzień kota!!!
a było tak:rano Zosia w towarzystwie Babci Hani wybrały się na spacer i plac zabaw a Groszkomama w tym czasie odgruzowywała dom i sprzątała...po skończonej pracy zasiadła do komputera i w pewnej chwili wzrok znad monitora podniósłszy ujrzała na dywanie przed sobą pręgowaną kotka z sąsiedztwa!!!!kocisko skorzystało z faktu otwartych drzwi do ogródka z tyłu domu i wpadło z sąsiedzką wizytą.Jak tylko Groszkomama wstała i chciała się przywitać z gościem,czworonóg obrócił się na pięcie i poszedł skąd przybył :)Wszyscy zgodnie stwierdziliśmy,że powód wizyty był tylko jeden-chciało kocisko się z Kluseczką zobaczyć i na herbatkę wpadło,pech chciał,że Zosiaka właśnie nie było w domu :( mamy nadzieję,że następnym razem wizyta się powiedzie.
tak było przed południem,a pod wieczór.....
Groszkotata po pracy do sypialni po ubrania wszedł i zawołał,żebyśmy z Zosią czym prędzej na górę przyszły...wchodzimy a na groszkorodzicowym łóżku leży zwinięta w kulkę i nad wyraz zadowolona z tego faktu kotka-Mango!!!!! trzeba było widzieć minę Kluseczki jak jej zaskoczyły trybiki,że U NIEJ W DOMKU JEST KOTEK!!!!!!!radość na całego!Mango mieszka niedaleko nas ale jeszcze nigdy nie przyszła do nas z wizytą(jeśli nie liczyć buszowania w śmieciach kilka miesięcy temu)...chyba dobrze się tu czuła bo nie chciała wyjść,a jak już wychodziła z powrotem po dachu to jeszcze zawróciła i domagała się głaskania na "do widzenia".
mam taką myśl odnośnie wyżej opisanych wydarzeń:w naszym domu potrzebny jest GROSZKOKOT ! tylko czy to najlepszy pomysł???Ciocia Lidka na 100% zaoferuje przysłanie choćby faksem z Polski groszkomamowego kota-Węgla :)szkoda,że bestia(kot a nie ciocia L.) nienawidzi(!!!!)wszelkich podróży ....
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)
