Dlugi weekend a u nas leje i pada i leje i pada....ogolna depresja pogodowa,do tego jeszcze jakies 15 stopni Celsjusza wiec nawet nosa sie z domu wytknac odechciewa.Zajecia domowe uskuteczniamy i tak oto zbudowalismy wspolnymi silami zamek dla Zosiaka,zamek dla Stefanka i jeszcze jakies czworaki albo inna stodole ;) Co dziwniejsze budowle nawet zdazyly sie zestarzec bo runely dopiero wieczorem...
nowi znajomi Zosiaka -Amur & Ali- polskie psy goncze :) Cala masa radosci z turlania, podawania lap, przewracania sie, gonienia po domu i ogrodku.Na koniec dnia Dziec i zwierzaki zmeczone i przeszczesliwe a Kluska do tego "odrobinke" uswiniona...(nastepnym razem nie bedzie ubrana w jasne rzeczy,to nie bedzie tak widac ;) )
...niestety u nas juz czuc w powietrzu nadchodzaca jesien.Mamy odrobine nadziei,ze cieple sloneczne dni jeszcze przed nami.Na wyspach ostatni dlugi weekend a zarazem koniec wakacji.Zosia od czwartku idzie do pre-school (takie polskie ognisko przedszkolne),wiec i dla nas to ostatnie dni wolne :) Udalo nam sie spedzic ten sobotni,niezbyt cieply i wcale nie sloneczny dzien w milym towarzystwie Hildy.Wybralismy sie na spacer do Llandudno-wiatr i krople deszczu szybko wygonily nas do domu a tam na szczescie czekala goraca herbata i ciasto :)
Lato powoli sie konczy i choc zal bardzo,ze woda coraz zimniejsza w morzu i nie zawsze groszkorodzice pozwalaja sie kapac ,to jedna sa jakies plusy tego czasu....wyprawy do lasu na jezyny!!!! Jest ich tutaj mnostwo i malo kto zajmuje sie ich zbieraniem-co my skrzetnie wykorzystujemy.
Kluska z ostatnim zbiorem.Co chwilke pochodzila do mojego pojemniczka i kazala sobie wsypac troche do jej bo w jej tak malutko...
moze to nie sa czasy Radia Wolna Europa ...u nas gra tylko jedno radio "trojka" :) sluchaczy mu przybywa i nie tylko tych chodzacych na dwoch konczynach ;) konkurencja o to kto bedzie blizej odbiornika jest zacieta...
coroczna wystawa rolnicza na Anglesey nie mogla sie odbyc bez Zosi.Zabrawszy z soba Groszkotate i Massimona wyruszyla ogladac zwierzatka.Dostala odznake "spotkalam osiolka"- glaskala go po pysku,karmila owieczki- wszyscy tylko na nie patrzyli a one glodne byly,czesala byka!!!!!!!-tak ,tak,BYKA!!! i nic a nic sie nie bala :) Bezsprzecznie na pierwszym miejscu w sercu Kluseczki zagoscily swinki!nie chciala od nich odejsc i malo brakowalo a pewnie wrocilaby do domu z jakims prosiaczkiem ;)
"Pensjonat Pod Zosiakiem" ciagle ma gosci :) co prawda ten jest jak zaden inny a jednoczesnie jest to ulubieniec Zosi.Mowa oczywiscie o Stefanie Kocie :) Przyjechal do nas na trzy tygodniowy urlop albo jak mowia niektorzy wtajemniczeni oboz kondycyjny(z czym sie nie zgadzam).Stefanek ma zapewniony caly wachlarz atrakcji,nie moze z nami niestety jezdzic na wycieczki,jednak Zosia sie nim starannie opiekuje,bawi sie pacynka i wedka a na dodatek czyta mu ksiazeczki podczas gdy Stefcio wyleguje sie to w jej,to znow w lalkowym lozku.
ciocia Madzia,wujek Igor i Patryk wraz ze Stefanem Kotem przenieśli się na nowe miejsce ,a my nie mogliśmy nie sprawdzić jak im tam jest i pojechaliśmy na wizytację ;)
Przebojem-oczywiście zaraz po Patryku,który bardzo się zmienił od naszego ostatniego spotkania - była wujkowa czapka kucharska!!!!! Szał w trampkach!!! Tylko ciocia oparła się pokusie paradowania w tym jakże wyjątkowym nakryciu głowy :) A komu było w niej najlepiej...? oceńcie sami :):):)