28 listopada 2009

DUUUUUŻE ŁÓŻKO !

Krótki kurs montażu duuuużego łóżka dla Zosi :)
Zdjęcia specjalnie dla Babci Hani,żeby już wiedziała na czym wnuczka sypia i ewentualnie z czego mogłaby spaść ;)
Prezent z okazji zbliżających się szalonym tempem 3cich urodzin.
Co prawda Zosia sama sobie model wybierała,jednak niestety w magazynie owieczek nie było i tak w pokoju zamieszkały pies z kotem-na szczęście nie stanowi to żadnego problemu głównej zainteresowanej.
Kto się najwięcej napracował nie muszę chyba pisać-widać na fotkach.
 
 
 
 














Po pierwszej nocy Dzieć jest wyraźnie zadowolony z nowego łoża.Wieczorem było wylegiwanie i test z Przyjaciółmi,a teraz w końcu Groszkorodzice mogą razem z Zosiakiem leżąc czytać książki na dobranoc.

22 listopada 2009

where classic meets thrash :)

Zapozyczylem ja ten tytul ze strony internetowej Pana Ambasadora (bez zgody oczywiscie). Pan ambasador jest rownoczesnie Groszkowym Ojcem Chrzastkowym - to tak gwoli scislosci.
Powod tego, jakze podlego i niczym nieusprawiedliwionego, postepku jest taki oto:
Pewien Wloch stworzyl fortepianowa wersje jednego z ulubionych kawalkow jednej z moich ulubionych kapel. Zbieralem szczeke z podlogi, szczerze mowiac - a musialo to wygladac smiesznie, gdyz czas byl szlafrokowy.

Oto ten czlowiek:



A oryginal brzmial mniej wiecej tak:


Pytanie jest takie - co jeszcze mozna zrobic z fortepianem....

19 listopada 2009

ucho nie-Van Gogha -opowieść pełna grozy !!!!!!!!!!!

masz Dziecia masz pełne ręce roboty :) niby nic nowego a jednak...

siedzi sobie Groszkomama na łóżku pochłonięta na wpół lekturą "średniokulturalną",Zosiak bawi się nieopodal i.....chwilę później po dość dramatycznym telefonie do Groszkotaty pędzimy na izbę przyjęć! Wcale nie tak od razu do tego szpitala bo najpierw do taty do pracy po auto z fotelikiem (na tylnym siedzeniu dość głośno płaczące ranne dziecko,które powtarza,że nie jest bezpieczna bo nie ma jej fotelika!-to się nazywa wychowanie do bezpiecznej jazdy samochodem!).Po szybkiej wymianie już po kwadransie z dość czerwoną okolicą prawego ucha i zapłakaną Zosią udało nam się zgłosić na pogotowie.Brytyjczycy na wszystko mają czas i przyjęto nas po jakiś 10 minutach (na szczęście nie było to zagrożenie życia).Pani pielęgniarka ucho obejrzała dała kompres i kazała czekać w poczekalni na wezwanie.
Zosiak już niewyjąca dała przeczytać sobie książeczkę i grzecznie bawiła się szpitalnymi zabawkami.Lekarz obejrzał ucho,stwierdził,że nadaje się do sklejenia i kazał poczekać na następną pielęgniarkę.Siostra przyszła z misiem i zabrała nas do dziecięcego pokoju zabiegowego.Zosia była dzielna i dała sobie oczyścić ranę,założyć mikropory i skleić ucho.Na koniec siostra chciała podarować Zosiakowi misia ale nasz Dzieć grzecznie powiedziała,że nie chce i ma on zostać dla innych dzieci.
I tak po godzinie w szpitalu wróciłyśmy do domu ze sklejonym uchem :)

Do wiadomości zainteresowanych podaję,że stopień przecięcia ucha był nie taki straszny-jakiś centymetr długości i mamy nadzieję,że obejdzie się bez blizny :)

A z takich ciekawostek co się dzieje gdy na Wyspach trafisz z dzieckiem na pogotowie to tylko dodam,że powiadomieni o tej naszej wizycie zostali :lekarz prowadzący (GP),pielęgniarka środowiskowa (health visitor) i przedszkole Zosiakowe.Wszystko w ramach ochrony dzieci przed przemocą domową.

18 listopada 2009

jesienna deprecha!

za oknem pada i leje i pada i leje ....
w ramach terapii Kury ( a raczej lider) i Znany Hodowca Drobiu -Pan Józek




i już mi ciut jaśniej i słoneczniej :)

14 listopada 2009

urodzinki Ewy

Mamy kolejna 2 latké w gronie Zosiakowych przyjaciol-niedawno Ewa miala urodzinki a jak urodziny to oczywiscie przyjecie.jubilatce jeszcze raz zyczymy samych szczesliwych chwil i wiele radosci! STO LAT EWA!!!!!

 
gospodymi przyjecia :)
 
 
 

8 listopada 2009

a Irlandia podobno jest taka zielona

...jak włosy syreny o świcie....
z naszych obserwacji tej tezy nie da się jednoznacznie potwierdzić ani też zaprzeczyć jej.Wybraliśmy się grupą bardziej zorganizowaną (jednak tylko z nazwy) na spontaniczną wyprawę na sąsiednią wyspę,do stolicy Szmaragdowej Wyspy.Ekipa w składzie następującym: Zosia,GroszkoRodzice (sztuk 2),wujek Łukasz vel Strusica,Kasia z Mirkiem (właściciele NieŚlimaka) i na dokładkę ulubieniec Zosiakowy-Massimon ;) -sami przyznacie,że w kupie-grupie raźniej -stąd taka nas ilość.
Najpierw przeprawa promem-katamaranem-to nie było coś co tygryski lubią najbardziej.Okazało się,że najbardziej odpornymi na mocne kołysanie są-Zosiak,GroszkoTata,Mirek i Kasia.Reszta towarzystwa korzystała z możliwości zalegania w pozycji leżącej gdzie tylko dało radę :)Następnie już tylko podróż irlandzką skm-ką, a że część trasy była w remoncie to jeszcze przesiadka do autobusu komunikacji zastępczej i ....w końcu zjawiliśmy się w Dublinie.
Mieliśmy duży zapas dobrego humoru,głodne brzuchole,wykwalifikowaną przewodniczkę w postaci Zosi,dwie lub nawet trzy mapy i żadnego planu :)!!!! Pełen spontan!
Miasto okazało się bardziej europejskie niż brytyjskie i chwała mu za to!!Na ulicach tłumy o różnych kolorach skóry,narodowościach i językach-miła odmiana od codzienności na Anglesey:) Przemierzyliśmy miasto wzdłuż i wszerz i po całym dniu wycieczki doszliśmy do wniosku,że trzeba się będzie wybrać w to miejsce raz jeszcze w bardziej sprzyjających okolicznościach pogodowych,może na wiosnę.Panowie oczywiście zajęli się degustacją jedynego w swoim rodzaju Guinessa a do domów wróciliśmy późną nocą wraz z nową mieszkanką naszej kuchni-owieczka Irie :)
Nie muszę chyba dodawać ,że Kluseczka spisała się na medal i dzielnie przemierzała wszelkie zakątki Dublina.

 
 
 
 
 
 
Posted by Picasa

4 listopada 2009

strusica vel Wujek Lukasz O.

Mamy goscia bo przeciez "pod Zosiakiem" pusto byc nie moze!!!! Zawital do nas wujek Lukasz-chrzestny Zosi i musze przyznac,ze wraz z wiekiem kontakt ojciec chrzestny-corka chrzestna sie bardzo polepszyl a Wujek z asystowania przerzucil sie na czynny udzial w zabawach z Kluseczka.Z tej okazji zaistniala w swiadomosci naszego Dziecia "Strusica"-ale szczegolow jej egzystencji nie bedziemy zdradzali-niech pozostanie slodka tajemnica Zosi i wujka :)

 
 
 
Posted by Picasa

1 listopada 2009

hakuna matata..............

dawno juz temu, ato byly czasy prawie zamierzchle (prawie wtedy,gdy zyly dinozaury ;) )w pewnym domu w Gdansku u obecnych Dziadkow W. mialy miejsce piatkowe glupawki z tancami, baletami i spiewami...czasy sie zmieniaja, dzien tygodnia z piatku stal sie niedzielnym porankiem, pojawiaja sie nowe osoby biorace czynny udzial w glupawce....ale jedno jest niezmienne-REWELACYJNY HUMOR jaki utrzymuje sie przez caly dzine lub nawet jeszcze dluzej :) nie wierzycie...????? to zobaczcie sami: