Sobotni poranek może być bardzo miły i nieważne,że trzeba wstać przed siódmą,to co się liczy to cel takiego wczesnego wstawania-spotkanie w dobrym towarzystwie,loteria fantowa i cały ogrom wszelkiego rodzaju słodkości.Byliśmy z Zosią na organizowanym przez naszą przyjaciółkę Hildę i jej znajomych "coffee morning".Jest to spotkanie przy kawie,herbacie i ciastkach połączone za zbiórką na cele charytatywne.Tym razem pieniądze powędrują do Afryki,aby wspomóc pracę,jaką prowadzi jedna przyjaciółka Hildy.Opiekuje się dziećmi ulicy.Zapewnia im dzięki wsparciu ze strony innych ludzi zajęcia pozalekcyjne,uczy przydatnych czynności(np.szycia,haftowania,rzeźby). Cel szczytny,więc tym chętniej pojechaliśmy na to spotkanie.
Dobrze być najmłodszą! Zosia została "sierotką" i losowała fanty.
Była muzyka klasyczna i bardziej "rozrywkowa"-gospodarze zagrali krótki recital na flecie i pianinie, utwory zagrane na gitarze klasycznej.Zadziwiające jak bardzo Zosiakowi się ta cała impreza podobała.
Oczywiście najważniejszą osobą podczas tego spotkania (w opinii Zosi) była Hilda i gdy nasza pociecha tylko ją zauważyła,to już nie odstępowała ani na krok.Obie z tego powodu były zachwycone,a Kluska nawet awansowała na wnuczkę Hildy :)
Całe spotkanie okazało się sukcesem a pieniądze zebrane podczas jego trwania na pewno pomogą wielu dzieciom.
Na zakończenie dodam tylko,że tak pysznych domowej roboty angielskich ciastek,ciast i ciasteczek to jeszcze nie jadłam...chyba zmienię zdanie na temat kuchni brytyjskiej,a przynajmniej jej słodkiej części
;)



