17 maja 2009

auta !!!!

może nie był to najpiękniejszy dzień na jakiekolwiek wycieczki,jednak nic nas nie powstrzymało i byliśmy na VW Show w Bodelwyddan Castel. Raj dla oczu!!!! Tyle garbusów i innych ogórków w jednym miejscu :)
Zosiak oczywiście każdy z oglądanych egzemplarzy chciała zwiedzić od środka i nie za bardzo chciała nam uwierzyć, że nie można do tych samochodów wsiadać.Groszkomama znalazła swój wymarzony samochód (uwieczniony na drugim zdjęciu) i ogólnie spędziliśmy kilka miłych godzin.A miejsce, gdzie odbywała się ta impreza też jest warte napomknięcia-był to park i pola przylegające do jednego z ładniejszych Walijskich zamków-Bodelwyddan.Warto było się tam wybrać.



Posted by Picasa

15 maja 2009

miłośnik przyrody

Dzisiaj Zosi imieniny :)
Po burym poranku przyszło piękne popołudnie.Zapakowaliśmy solenizantkę w samochód i dalej w drogę...!!!!
Kierunek: Niwbwrch. Cel: przez wydmy nad morze. Po drodze mnóstwo przystanków mniej lub bardziej zamierzonych.Zosiak musiała zatrzymać się przy każdym kwiatku, sprawdzić na własnym przykładzie, czy nie zmieści się w którąś z licznych norek króliczych, powiedzieć krówkom dzień dobry, zakopać się kilka razy w napotkanej kupie piachu...
Ślimaczki i biedronki potrzebowały jej pomocy-trzeba było im znależć lepsze imejsce bytu, wydostać spod gałązki lub odwrócić z pleców na brzuszek-to bardzo ważna i męcząca praca.
W końcu udało się i cel-plaża został osiągnięty.Kluska wykopała zastępczą łopatką-w postaci muszli-kilka dołków i zaczerpnęła świeżego morskiego powietrza.W drodze powrotnej znalazła kawał gałęzi i oświadczyła z całym przekonaniem i powagą, że to kijek do drapania.Na szczęście nie miała aż tyle siły, żeby badyl do samochodu donieść :)
A na zakończenie tego miłego spaceru i dnia zobaczyliśmy stado półdzikich koni na wydmach.Galopowały,przystawały i ogólnie pięknie się nam zaprezentowały.Na odchodne Zosia jeszcze wykrzyczała w ich stronę"do zobacenia....psyjdziemy niedługo konisie..."
Wycieczka miała trwać niewiele ponad półtorej godziny....dzięki naszej pociesze czas się rozciągnął i ...wróciliśmy do domu po 3 i pół godzinie.

Po powrocie dziecia należało odpiaszczyć i wyprać, a później już tylko mleczko i ...dzieć padł...łono natury potrafi być męczące ;)



Posted by Picasa




Posted by Picasa

9 maja 2009

Hilda,Zosia,słodkości i akcja charytatywna...

Sobotni poranek może być bardzo miły i nieważne,że trzeba wstać przed siódmą,to co się liczy to cel takiego wczesnego wstawania-spotkanie w dobrym towarzystwie,loteria fantowa i cały ogrom wszelkiego rodzaju słodkości.Byliśmy z Zosią na organizowanym przez naszą przyjaciółkę Hildę i jej znajomych "coffee morning".Jest to spotkanie przy kawie,herbacie i ciastkach połączone za zbiórką na cele charytatywne.Tym razem pieniądze powędrują do Afryki,aby wspomóc pracę,jaką prowadzi jedna przyjaciółka Hildy.Opiekuje się dziećmi ulicy.Zapewnia im dzięki wsparciu ze strony innych ludzi zajęcia pozalekcyjne,uczy przydatnych czynności(np.szycia,haftowania,rzeźby). Cel szczytny,więc tym chętniej pojechaliśmy na to spotkanie.
Dobrze być najmłodszą! Zosia została "sierotką" i losowała fanty.
Była muzyka klasyczna i bardziej "rozrywkowa"-gospodarze zagrali krótki recital na flecie i pianinie, utwory zagrane na gitarze klasycznej.Zadziwiające jak bardzo Zosiakowi się ta cała impreza podobała.
Oczywiście najważniejszą osobą podczas tego spotkania (w opinii Zosi) była Hilda i gdy nasza pociecha tylko ją zauważyła,to już nie odstępowała ani na krok.Obie z tego powodu były zachwycone,a Kluska nawet awansowała na wnuczkę Hildy :)
Całe spotkanie okazało się sukcesem a pieniądze zebrane podczas jego trwania na pewno pomogą wielu dzieciom.
Na zakończenie dodam tylko,że tak pysznych domowej roboty angielskich ciastek,ciast i ciasteczek to jeszcze nie jadłam...chyba zmienię zdanie na temat kuchni brytyjskiej,a przynajmniej jej słodkiej części ;)




Posted by Picasa


Posted by Picasa

8 maja 2009

cukierniczka ;)

Kluseczka w roli cukierniczki-podkuchennej-kuchcika itd.
Efekt finalny jej dokonań (z nieznaczną pomocą Groszkomamy oczywiście) to: ciasto "zeberka" sztuk jedna, chleby sztuk dwie plus cała masa radości przy kucharzeniu,brzuszek pełen surowego ciasta, wymazana buzia i ubranie....jakieś straty muszą przecież być :)




Posted by Picasa

7 maja 2009

owiece

Nasze ulubione czworonożne stworzenia w wersji niecodziennej :)Zwyczajnie kliknijcie na link poniżej. Polecamy obejrzeć filmik w całości -robi wrażenie!!!!

owiece


Ze specjalną dedykacją dla cioci Bożenki :)

5 maja 2009

rosnę!

Zosia ciągle powtarza,że nie jest już dzidzią a dużą dziewczynką i teraz już sama potrafi się ubrać.Może dobór materiałów i wzorów nie jest najbardziej trafny ale to naprawdę poważna sprawa jak się umie samemu odziać!Bardziej spostrzegawczy zauważą,małą pomyłkę w obuwiu buciki są tak do siebie podobne,że trudno rozróżnić który na jaką nogę ma trafić).


Posted by Picasa

4 maja 2009

Lena i Łukasz

U nas również długi majowy weekend,co prawda pogoda nie jest tak piękna jak w Polsce ale za to mieliśmy u siebie miłych gości Lenę i Łukasza-Groszkomamine dalsze kuzynostwo,którzy wybrali się na wycieczkę po Wielkiej Brytanii i zajechali też do nas.Ciocia Lena od razu podbiła zosiakowe serce i przez cały prawie czas musiała Zosia ciocia towarzyszyć we wszelkich jej poczynaniach.Staraliśmy się pokazać im jak najwięcej mimo dość krótkiego ich pobytu u nas.Pojechaliśmy obejrzeć miasteczko i zamek Conwy,wodospad Swallow,zrobiliśmy rozgrzewkę przed zdobyciem najwyższego szczytu Anglii iWalii-Snowdon,a Kluseczka dzielnie maszerowała w górę i w dół i przszła jakieś 3mile co jest chyba całkiem sporym wycyznem na tak małe nóżki.Jesteśmy z niej bardzo dumni i już czekamy na ciocię Karolę żeby z nią już dokładnie na szczyt się wspiąć.
Zabraliśmy ich też na najbliższą nam stację kolejową,któa jest w miejscowości o najdłuższej nazwie w Europie (o ile nie na świecie).Wioska nazywa się-
Llanfairpwllgwyngyllgogerychwyrndrobwllllantysilio-gogogoch
-ciekawi nas czy ktoś z naszych czytelników jest w stanie wymówić jej nazwę bo my niestety nie.Fonetyczna pisownia jest podana (dla ułatwienia) pod samą nazwą na peronie.Tłumaczenie jest mniej więcej takie:kościół świętej Marii w dziupli białej leszczyny nieopodal gwałtownego wiru wodnego i kościoła świętego Tysilio z czerwonej jaskini.
Goście pojechali już w dalszą drogę a my już czekamy na następne odwiedziny...





Posted by Picasa