ten dzień musiał kiedyś nadejść...Robaczek odkrył stetoskop...no i od razu zabrała się za leczenie Łosia-Poprostuktosia.Diagnoza była niezrozumiana dla mnie ale postaram się podszkolić w terminologii łowiecko-zosiowej i w niedługim czasie napisać tu na co łoś choruje.Wiem za to jakie jest lekarstwo na tą dolegliwośc łosiową-duuuuuużo przytulania i buziaczków ze strony właścicielki-lekarki :)
Po zbadaniu i natychmiastowym wyleczeniu zwierza nastąpiła szybka kontrola zdrowia reszty obecnych w domu osobników.Okazało się,że na nasze szczęście i Zosi i mnie serducha biją w rytm płynącej właśnie z głośników płyty Pidżamy Porno (tu pozdrawiamy wujka Kamila W. :))
Jutro ciąg dalszy kontroli stanu zdrowia Groszkoforów...kolej na Tatę...
P.S.muszę tu coś jeszcze zmieścić...
Wszyscy wiedzą,że w Gdyni Kluska ma kumpla Frania.Odkryłam dzisiaj,że oni się ze sobą w jakiś nadprzyrodzony sposób komunikują.Bo niby jakim cudem dwa odległe od siebie o kilka tysięcy kilometrów brzdące mają taki sam pomysł na zabawę?!?!?!!?Franek też dziś był doktorem...tylko bardziej specjalizował się w płazach :)tylko tyle chciałam dodać :)buziole dla Frania ***

2 komentarze:
czyżby szykował nam się kolejny weteryniarz w rodzinie? rodzinny biznes widzę :>
jak widać to Zosiowej mamie przerwa w wykonywaniu zawodu nie służy skoro nie rozpoznała łosiowej choroby...tylko że jak łoś pod opieką prawdziwego zootechnika był zupełnie zdrowy! może to klimat Wysp mu nie służy...w końcu to łoś kontynentalny. A z resztą - przyzwyczai się! najważniejsze że już został wyleczony!
Pozdrawiam - ciocia zootechnik (od męczenia zwierząt - jak to określił wujek Buc ^_^ )
tytuł powinien brzmieć: "Będąc Młodą Lekarką" ;)/ Franio, Mama i Babcia Asia pozdrawiają i czują się zaszczyceni, że o nich się pisze:)
Prześlij komentarz