Piękny dzień....wybraliśmy się celem eksploracji nad morze...i nawet nie spodziewaliśmy się,że będzie aż tak ładnie.Słońce,wiatr,dość ciepła wiosenna pogoda i dobre towarzystwo...czego więcej można chcieć od życia???? nam to wystarczy w zupełności!!!!
Miejsce,w którym byliśmy nazywa się Llanddwyn Island a po Walijsku Ynys Llanddwyn czyli jak by to ktoś próbował jakoś spolszczyć to mniej więcej wyjdzie tak:wyspa kościoła świętej Dwynwen.(prawda,że język walijski jest prosty :))Święta ta jest walijską odpowiedniczką św.Walentego czyli patronką zakochanych.Na wyspie znajdują się ruiny kaplicy ku jej czci,ponieważ po jej śmierci około V wieku miejsce to stało się celem pielgrzymek wielu ludzi.Ruiny datowane są na ok.XVI w i mają być w miejscu,gdzie rzeczywiście była pustelnia tej świętej.
Miejsce jest baaaaaaaaardzo malownicze i z pewnością jeszcze nie jeden raz tam wrócimy.
A gdyby ktoś chciał dowiedzieć się czegoś więcej na temat tego zakątka świata to zapraszamy do lektury o tu! o tu!
na sam koniec jeszcze dodam,że oczywiście najdzielniejszą osoba na wycieczce była Zosia i na nasze oko to przemierzyła na własnych małych nóżkach jakieś trzy a może nawet cztery kilometry!!!!


1 komentarz:
co jak co przeprowadzki może nie są miłe, ale tych wrażeń estetycznych to można Wam tylko pozazdrościć ... .
Prześlij komentarz